255

mieć wolne poniedziałki.
- Podziemną robotę, tajny agencie - mruknęła, znikając pod prześcieradłem.
dziecko, kochanie. Ona cię potrzebuje.
- Już nie ma powrotu do przeszłości - zauważył.
Gdy szli podjazdem, zauważył, że Vincent znowu został z tyłu, tak jak mu wcześniej
- Wydawało mi się... że ona... mimo wszystko... stała się cząstką mojego życia, kimś bardzo ważnym. Chciałam coś zrobić. W jakiś sposób...
Glorii krew uderzyła do głowy.
To wina Glorii, myślała Liz. Dawna przyjaciółka ją pozbawiła przyszłości, a Santosa zdolności kochania, ufności, wiary w miłość. Ukradła jego serce, znieczuliła je i zamroziła.
- Tak... - mówiła do słuchawki, skupiając na powrót uwagę na pytaniach reporterki. - Może pani napisać, że tak właśnie powiedziałam. Jeśli będą potrzebne dodatkowe informacje, proszę dzwonić.
Panny Grenville?
Hrabia zachował niedbałą pozę, ale obserwował ją uważnie niczym lampart gotowy
- Zamknij za sobą drzwi i podejdź bliżej.
- Pan wybaczy - przerwała mu natychmiast. - Ktoś musiał wprowadzić pana w błąd. Ja nie mam matki. Umarła przed wielu laty, za granicą.
- Czy ma to jakieś znaczenie?


pogoda

kąpielowy, który będzie zakrywał trochę więcej niż normalnie.

upiera.
wspominaniu jego pocałunków. Śmiała propozycja już nie wydawała się taka oburzająca.
- O co chodzi? Co się stało? - spytała dziewczyna z niepokojem w głosie.

Resztę dnia spędziła na domyślaniu się ukrytego znaczenia jego słów, aż w końcu

sam.
- Hmm... - mruknęła powątpiewająco. - Wracając do tematu, rano
- Ależ skąd! On się bardzo ucieszył, małej też jest dobrze, ponieważ

- Nie, mamo... nie...

zmarli od razu albo po długiej chorobie. Widział tych,
sali, w której siedział Dane, podeszła już po raz
Dane, ignorując słowa obydwu kobiet.